Piątkowe starcie Zastalu Zielona Góra z WKS Śląskiem Wrocław zakończyło się porażką 85:90, ale zarówno zawodnicy, jak i sztab szkoleniowy podkreślali po meczu przede wszystkim charakter zespołu i sposób, w jaki zielonogórzanie wracali do gry mimo przeciwności.
Jako pierwszy na konferencji prasowej głos zabrał kapitan Zastalu Andy Mazurczak, który nie tylko pogratulował rywalom, ale także zwrócił uwagę na ogromne wsparcie kibiców, którzy licznie pojawili się w Hali Orbita. – Chcę podziękować naszym kibicom z Zastalu, którzy przyjechali na ten mecz i dali nam niesamowity doping. Naprawdę bardzo im za to dziękujemy – mówił kapitan zielonogórzan.
Mazurczak podkreślał, że spotkanie było wyrównane, a o końcowym wyniku zadecydowały drobne elementy. – Myślę, że dwa dobre zespoły spotkały się w dobrym momencie sezonu. Wiedzieliśmy, że będzie tu bardzo ciężko, szczególnie że Śląsk gra dobrze na dwóch frontach. O tym meczu decydowały detale – kilka zbiórek w ataku, kilka otwartych rzutów, które rywale trafili, a my niestety nie – oceniał.
Mimo porażki lider Zastalu nie ukrywał dumy z postawy zespołu, zwłaszcza w momentach, gdy gospodarze budowali przewagę. – Jestem dumny z chłopaków. Pokazaliśmy charakter i walkę. Nawet przy minus dziesięciu trzymaliśmy się razem, byliśmy spokojni i wierzyliśmy, że wrócimy do tego meczu. I wróciliśmy – zaznaczył Mazurczak.

Po kapitanie głos zabrał trener Arkadiusz Miłoszewski, który w dużej mierze powtórzył diagnozę swojego zawodnika, zwracając uwagę na fizyczność rywala oraz kluczowe momenty w końcówce spotkania. – Spodziewaliśmy się bardzo ciężkiego meczu. Cieszy mnie to, że przy minus dziesięciu punktach nie poddaliśmy się, graliśmy cierpliwie i robiliśmy swoje – podkreślał szkoleniowiec.
Trener Zastalu zwrócił uwagę na defensywne rozwiązania Śląska, które szczególnie w końcówce utrudniły zielonogórzanom skuteczną grę w ataku. – W końcówce Śląsk zaczął grać zmienną obronę, switching, na co byliśmy przygotowani. Problemem nie było przygotowanie, tylko to, że pewne rzeczy personalnie nam nie zadziałały – wyjaśniał.
Nie zabrakło również odniesienia do nieobecności Chavaughna Lewisa na parkiecie, która była jednym z poruszanych tematów po meczu. – Decyzja zapadła praktycznie przed samym meczem, po rozgrzewce. Lewis trzy dni temu naciągnął plecy. Mogliśmy zaryzykować jego występ, ale ryzyko pogłębienia urazu było zbyt duże. Dmuchamy na zimne i mamy nadzieję, że w następnym meczu będzie gotowy do gry – tłumaczył trener.
Miłoszewski nie ukrywał, że kluczowym czynnikiem była także przewaga fizyczna gospodarzy. – Nie mamy takiej fizyczności jak Śląsk. Dzisiejsza koszykówka wygląda tak, że jeśli nie możesz odpowiedzieć fizycznie, musisz grać szybciej, mądrzej i skuteczniej. Tego w pełni nam zabrakło – ocenił.
Szkoleniowiec podkreślił, że mimo porażki widzi pozytywne sygnały na przyszłość, wskazując m.in. na postawę Patricka Cartiera. – Nawet przy słabszej skuteczności walczył do samego końca, zrobił pięć fauli i nie odpuszczał. Taka postawa jest bardzo budująca i dobrym prognostykiem na kolejne mecze – zakończył trener Zastalu.
Choć zielonogórzanie wracają z Wrocławia bez zwycięstwa, piątkowy mecz potwierdził, że Zastal potrafi rywalizować z ligową czołówką i – mimo braków kadrowych – konsekwentnie buduje swoją formę na drugą część sezonu. Mamy nadzieję, że gra Zastalowców będzie wyglądać jeszcze lepiej w pełnym składzie i z nowym zawodnikiem na pokładzie!
🏀 Zastalowcy.pl – o Zastalu od kibiców – dla kibiców
