Po półfinale Pekao S.A. Pucharu Polski, w którym ORLEN Zastal Zielona Góra pokonał WKS Śląsk Wrocław 86:79, obie strony mówiły o fizyczności, rytmie gry i momentach, które zdecydowały o wyniku. Było też miejsce na autokrytykę, uznanie dla rywala przez trenera Arkadiusza Miłoszewskiego.
Kirkwood: „Pozwoliliśmy im wejść w rytm”
Noah Kirkwood rozpoczął od oddania szacunku zwycięzcom. – Przede wszystkim chcę oddać pełne uznanie Zielonej Górze za to zwycięstwo. Zasłużyli dziś na wygraną.
Zawodnik Śląska przyznał, że drużyna walczyła, ale to nie wystarczyło. – Jestem zadowolony z tego, jak walczyliśmy, ale ostatecznie to było za mało.
W jego ocenie kluczowe były dwa elementy. Pierwszy dotyczył Marcina Woronieckiego. – Numer 77 w ich zespole zdobył osiemnaście punktów i trafił sześć trójek. Wiedzieliśmy, że jest strzelcem. To było dla nas nie do zaakceptowania, żeby pozwolić mu wejść w rytm i trafiać ważne rzuty.
Drugi dotyczył Chavaughna Lewisa. – Lewis wchodził w prawą stronę, próbowaliśmy go zatrzymać. To świetny zawodnik, ale ci dwaj gracze zdobyli osiemnaście i dwadzieścia dwa punkty, a wiele z tego wynikało bardziej z naszych błędów niż z tego, co oni zrobili.
Kirkwood podkreślił, że to rozczarowujące, choć jednocześnie docenił walkę zespołu.
Bagatskis: „Graliśmy jak kolejka górska”
Trener WKS Śląska Ainars Bagatskis uważał, że jego zespół był dobrze przygotowany do meczu. – Byliśmy gotowi na walkę, gotowi do rywalizacji i myślę, że zaczęliśmy bardzo dobrze. Mądrze, konsekwentnie w obronie, agresywnie, fizycznie. Wszystko było w porządku.
Problem pojawił się po kilku minutach. – Od piątej czy szóstej minuty zaczęliśmy myśleć. Jak mówiłem wczoraj – nie musimy myśleć, musimy grać.
Szkoleniowiec zwrócił uwagę na nieskuteczność i brak cierpliwości. – Kilka razy nie rzucaliśmy, tylko „wyrzucaliśmy” piłkę, a Zastal natychmiast złapał ofensywny rytm. Spudłowaliśmy pięć lay-upów sam na sam z koszem. W pierwszej połowie trafiliśmy tylko jedną trójkę. Do przerwy przegraliśmy zbiórkę dziesięcioma piłkami.
Nie chciał jednak wskazywać winnych indywidualnie. – Przegraliśmy jako zespół.
Odniósł się również do roli Andrzeja Mazurczaka. – On nie potrzebuje niczego ekstra. Zdobył tylko sześć punktów, ale wszystko poukładał. Dał drużynie spokój.
Woroniecki: „Wytrzymaliśmy fizyczność”
Marcin Woroniecki podkreślał przygotowanie zespołu. – Byliśmy świetnie przygotowani przez sztab szkoleniowy. Mieliśmy wszystko – wideo, scouting zawodników. Wydaje mi się, że to zadecydowało, bo wytrzymaliśmy fizyczność.
Zwrócił uwagę na kontrolę tempa w czwartej kwarcie. – Andrzej i Conley potrafili świetnie dyrygować tempem. Gdy była możliwość pobiegnięcia i narzucenia lay-upa, biegliśmy. Gdy trzeba było zagrać bardziej wyrachowanie i znaleźć przewagi, robili to.
Podsumował całe spotkanie krótko. – Bardzo się cieszymy z wygranej i zadbamy o to, żeby jutro być w jak najlepszej formie.
Miłoszewski: „Utrzymaliśmy ten cios”
Trener Arkadiusz Miłoszewski przyznał, że przed meczem miał obawy, zwłaszcza dotyczące siły podkoszowej Śląska. – Już od pierwszej minuty próbowali grać dużo piłek pod kosz. Wiedzieliśmy, przeciwko komu gramy i o jaką stawkę.
Zwrócił uwagę na moment, w którym Śląsk wrócił do gry. – W przerwie powiedziałem, że nie ma szans, żeby Śląsk trafił tylko jedną trójkę w połowie i że to się zacznie. I tak było. Poszły trójki ze zbiórek w ataku i Śląsk wrócił.
Najważniejsze było jednak przetrwanie tego momentu. – Utrzymaliśmy ten cios. To cieszy, bo zespół wyszedł z tarapatów.
Zapytany o brak Greya w składzie Śląska, trener przyznał, że mogło to mieć znaczenie w match-upach defensywnych, ale dodał, że zadanie dalej było trudne. – Wcale nie było łatwiej. My mamy tych kontuzji więcej. Możemy się przerzucać kontuzjami.
Na koniec tonował nastroje. – Jesteśmy w finale. Nie zrobiliśmy jeszcze nic, bo to nic nie znaczy. Musimy się bardzo dobrze przygotować na zespół Trefla.
🏀 Zastalowcy.pl – o Zastalu od kibiców – dla kibiców
