fot. Instagram/qt2hosley
Dwukrotny mistrz Polski, dwukrotny MVP finałów i jeden z najwybitniejszych zagranicznych zawodników w historii Zastalu Zielona Góra. Od zakończenia jego kariery minęło już kilka lat, ale Quinton Hosley wciąż z ogromnym sentymentem wspomina Zieloną Górę. W rozmowie ze mną opowiedział o swoich najpiękniejszych wspomnieniach i życiu po zakończeniu kariery oraz przekazał wiadomość dla kibiców.
Asia Nawlicka: Minęło już kilka lat od Twojego ostatniego meczu w Zielonej Górze. Co jako pierwsze przychodzi Ci do głowy, gdy słyszysz „Zastal”?
Quinton Hosley: Kibice są pierwszą rzeczą, o której myślę, kiedy słyszę nazwę Zastal. Wspierali nas zarówno w dobrych, jak i trudnych momentach. Jeździli za nami również na mecze wyjazdowe.
AN: Zdobyłeś z Zastalem dwa mistrzostwa Polski i dwukrotnie zostałeś MVP finałów. Który z tych tytułów znaczy dla Ciebie więcej?
QH: Oba były wyjątkowe, ale gdybym miał wybrać jeden, byłoby to pierwsze mistrzostwo. Było ono wyjątkowe nie tylko dla mnie, ale także dla całego klubu, ponieważ było to pierwsze mistrzostwo Polski w historii Zastalu. Przegrywaliśmy w finale już 0:2, a później wygraliśmy cztery mecze z rzędu.
AN: W trakcie tych dwóch sezonu w Zastalu grałeś z wieloma znakomitymi zawodnikami. Z kim najlepiej współpracowało Ci się na parkiecie?
QH: Łukasz Koszarek i Walter Hodge byli niezwykle inteligentnymi zawodnikami. Gra u ich boku była prawdziwą przyjemnością i bardzo ułatwiała mi zadanie.
AN: A czy jest jakiś jeden mecz w barwach Zastalu, którego nigdy nie zapomnisz?
QH: Zdecydowanie piąty mecz finałów w Zgorzelcu przeciwko Turowowi. W serii był wtedy remis 2:2 i jako drużyna czuliśmy, że jeśli wygramy jedno spotkanie na wyjeździe, to wrócimy do Zielonej Góry i dokończymy dzieła przed naszymi kibicami.
AN: Kibice Zastalu wielokrotnie tworzyli niesamowitą atmosferę w hali CRS. Czy pamiętasz moment, kiedy naprawdę ponieśli Was do zwycięstwa?
QH: Takich meczów było naprawdę wiele. Za każdym razem, gdy potrzebowaliśmy mocnej obrony albo serii punktów, energia płynąca z trybun dodawała sił nie tylko mnie, ale całej drużynie. Dzięki niej każdy dawał z siebie jeszcze więcej.
AN: A czy nadal utrzymujesz kontakt z kimś z Zielonej Góry?
QH: Jestem w kontakcie z niektórymi kibicami i byłymi kolegami z drużyny za pośrednictwem mediów społecznościowych – Kamilem Chanasem, Walterem Hodgem czy Aaronem Celem. Staram się też śledzić to, co dzieje się w klubie. Widziałem, że w minionym sezonie w Zastalu grał Chavaughn Lewis. Pochodzi z Nowego Jorku, więc wiele razy graliśmy przeciwko sobie.
AN: Czyli miałeś okazję zobaczyć obecny Zastal. Jak oceniasz to, co dzieje się w klubie?
QH: Widziałem głównie to, co pojawiało się w mediach społecznościowych. Wydaje mi się, że klub jest w dobrych rękach. Drużyna była blisko sukcesu, teraz trzeba dokonać kilku zmian i spróbować ponownie w kolejnym sezonie.

fot. Joanna Nawlicka
AN: No dobrze, w takim razie co słychać dziś u Quintona Hosleya?
QH: Po zakończeniu kariery pracuję w liceum w Denver i jednocześnie trenuję młodych zawodników. Staram się pomagać im osiągać cele i rozwijać się zarówno jako koszykarze, jak i ludzie. Miałem szczęście pomóc kilku z nich dostać się na duże uniwersytety i kontynuować tam karierę sportową.
AN: Czyli koszykówka nadal jest ważną częścią Twojego życia?
QH: Zdecydowanie. Praktycznie cały czas jestem na hali. Trenuję z młodymi zawodnikami, pomagam im rozwijać umiejętności, oceniam ich potencjał. Sam również regularnie ćwiczę, żeby utrzymać formę.
AN: A co było najtrudniejsze po zakończeniu zawodowej kariery?
QH: Najbardziej brakowało mi podróżowania. Przez wiele lat niemal cały czas byłem poza domem. Po zakończeniu kariery nagle mogłem być z rodziną każdego dnia. To jednocześnie błogosławieństwo i przekleństwo. Bardzo tęskniłem za rodziną, kiedy grałem, a później… zacząłem tęsknić za podróżami. To śmieszne, jak to działa.
AN: Kiedy patrzysz dziś na swoją karierę, z czego jesteś najbardziej dumny?
QH: Szczerze mówiąc, to z całej mojej kariery. Grałem zawodowo przez czternaście lat i dzięki koszykówce zwiedziłem świat. Wszystko zaczęło się od sportu, który pokazała mi moja mama, gdy miałem pięć lat. Oczywiście zawsze można pomyśleć, że coś zrobiłoby się inaczej, ale takie jest życie.
AN: To jaką radę dałbyś młodszemu sobie, który dopiero rozpoczynał zawodową karierę?
QH: Bądź cierpliwy!
AN: Na koniec zapytam cię jeszcze o tych kibiców – czy chciałbyś im coś przekazać? Do dziś wspominają Cię w Zielonej Górze jako jedną z największych legend klubu.
QH: Mam nadzieję, że sprawiłem, że byliście ze mnie dumni.

🏀 Zastalowcy.pl – o Zastalu od kibiców – dla kibiców

2 przemyślenia na temat „Quinton Hosley: „Kiedy słyszę Zastal, myślę o kibicach””