ORLEN Zastal Zielona Góra wygrał drugi półfinałowy mecz z AMW Arką Gdynia 85:83 i prowadzi już 2:0 w serii. Spotkanie miało jednak dwa zupełnie różne oblicza. Po fatalnej pierwszej połowie zielonogórzanie przegrywali nawet siedemnastoma punktami, by po przerwie całkowicie odmienić obraz gry i wyrwać zwycięstwo w dramatycznej końcówce.
Po meczu trenerzy i zawodnicy obu zespołów zgodnie podkreślali, że kluczowa okazała się intensywność, charakter i defensywa Zastalu w drugiej połowie.
– Nie weszliśmy dobrze w ten mecz. Arka była zdecydowanie agresywniejsza, o czym wiedzieliśmy, że tak będzie – mówił trener Arkadiusz Miłoszewski. – Zespół, który został podrażniony tą porażką dwa dni temu, na pewno będzie dziś bardziej zmotywowany i to było widać od samego początku.
Zastal miał ogromne problemy szczególnie w pierwszej połowie. Gospodarze dominowali fizycznie, wygrywali walkę o zbiórki i kontrolowali tempo meczu. Mimo wysokiej straty trener zielonogórzan wierzył jednak, że jego drużyna może wrócić do gry. – Powiedziałem, że możemy wrócić tylko jedną sytuacją, czyli bardzo, bardzo mocną obroną. Tylko tym i zbiórkami – podkreślał szkoleniowiec.
Przełom nastąpił po przerwie. Zastal zaczął grać agresywniej w defensywie, wymuszał błędy Arki i coraz lepiej wyglądał w ataku. Szczególnie imponująca była czwarta kwarta, w której zielonogórzanie całkowicie przejęli kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie. – Czwarta kwarta to był pokaz naprawdę dużej siły w obronie i dużo radości z koszykówki, bo jak dobrze bronimy, to od razu napędzamy się w ataku – mówił Miłoszewski.
Jednym z bohaterów końcówki był Chavaughn Lewis, który w decydujących momentach wziął ciężar gry na siebie. Amerykanin przyznał po meczu, że spodziewał się niezwykle trudnego spotkania. – Wiedziałem, że to będzie wojna. W pierwszej połowie byliśmy sfrustrowani, nie mogliśmy zdobywać punktów, oni nas wypychali i byli bardziej fizyczni – wyjaśniał Lewis.
Doświadczony zawodnik podkreślał jednak, że w takich momentach najważniejszy jest spokój i cierpliwość. – Jako weteran wiedziałem, że przyjdzie moment, w którym drużyna będzie mnie potrzebować i będę musiał pomóc. Ta okazja się pojawiła i udało się.
Po drugiej stronie ogromne rozczarowanie panowało w obozie Arki. Trener Mantas Česnauskis nie ukrywał frustracji po kolejnym meczu, w którym jego zespół wypuścił prowadzenie w końcówce. – Koszykówkę gra się cztery kwarty. Trzeba mieć jaja, żeby zamknąć mecz – mówił dosadnie szkoleniowiec Arki. – Wszystko zrypaliśmy w czwartej kwarcie.
Litewski trener szczególnie zwracał uwagę na problemy swojej drużyny w obronie przeciwko Lewisowi. – Mówimy, że Lewis nie może penetrować prawą ręką. On trzy razy wchodzi prawą ręką, a potem trafia trudną trójkę – komentował.
Mimo porażki zawodnicy Arki przypominają jednak, że podobną sytuację przeżywali już w ćwierćfinale i potrafili odwrócić losy rywalizacji. – Jesteśmy w ciężkiej sytuacji 0:2, ale byliśmy już ostatnio w takiej i wyszliśmy z tego. Trzeba to powtórzyć – mówił po drugim meczu serii Jakub Garbacz.
Zastal wraca jednak do Zielonej Góry z ogromnym kapitałem. Zielonogórzanie prowadzą 2:0 w serii i są już tylko jedno zwycięstwo od awansu do wielkiego finału ORLEN Basket Ligi. Jak podkreśla jednak trener Miłoszewski, w tej rywalizacji nic nie jest jeszcze przesądzone. – Te dwa zwycięstwa dalej nic nie znaczą. Trzeba wygrać trzy.
🏀 Zastalowcy.pl – o Zastalu od kibiców – dla kibiców
