Pierwszy mecz Zastalu Zielona Góra w nowym roku dostarczył kibicom wielu emocji. Zespół trenera Arkadiusza Miłoszewskiego walczył do końca, kilkukrotnie odrabiał straty i przez moment był nawet na prowadzeniu, jednak ostatecznie to WKS Śląsk Wrocław wykorzystał atut własnego parkietu i zwyciężył w hali Orbita 90:85.
Od pierwszych minut było jasne, że zielonogórzan czeka trudne zadanie. Początek spotkania był wyrównany, ale po około dwóch i pół minutach to gospodarze zaczęli przejmować inicjatywę. Po remisie 4:4 Śląsk zdobył sześć punktów z rzędu, wykorzystując nieskuteczność Zastalu oraz problemy gości z wykończeniem akcji, w tym również z linii rzutów wolnych. Serię wrocławian na moment przerwał Phil Fayne, który zakończył akcję efektownym wsadem, jednak kolejne trafienia Jakuba Urbaniaka i Stefana Djordjevicia pozwoliły gospodarzom zbudować dziesięciopunktową przewagę (16:6).
W tym trudnym momencie ciężar gry po stronie Zastalu wzięli na siebie kapitan Andy Mazurczak oraz Jakub Szumert. Ich dobra postawa pozwoliła gościom systematycznie odrabiać straty i na niecałe trzy minuty przed końcem pierwszej kwarty zielonogórzanie przegrywali już tylko 18:19. Brak konsekwencji w obronie sprawił jednak, że Śląsk ponownie odskoczył, a po dziesięciu minutach gry prowadził 28:21.
Druga kwarta była zdecydowanie najlepszym fragmentem meczu w wykonaniu Zastalu. Zielonogórzanie poprawili organizację gry, postawili na zespołowość i twardą defensywę, co szybko przyniosło efekty. Goście zanotowali w tej części spotkania serię ośmiu punktów z rzędu, zmniejszając straty do dwóch oczek (29:31). W odpowiedzi punkty zdobywał Jakub Nizioł, a chwilę później także Kadre Gray, jednak Zastal nie pozwalał Śląskowi na odskoczenie. Po celnej trójce Mazurczaka na tablicy wyników pojawił się remis 40:40, a końcówka pierwszej połowy należała do zielonogórzan. Po 20 minutach gry Zastal prowadził 43:41.
Po przerwie obraz gry ponownie się zmienił. Choć trzecią kwartę od celnego rzutu rozpoczął kapitan Zastalu, to gospodarze szybko odzyskali kontrolę nad spotkaniem. Śląsk wykorzystał swoją fizyczność i lepiej radził sobie w ataku pozycyjnym. Zastal próbował odpowiadać – skuteczne akcje zanotowali m.in. Conley Garrison i Szumert – jednak po drugiej stronie parkietu skuteczni byli Urbaniak i Kirkwood. Mimo to zielonogórzanie nie odpuszczali i pod koniec tej części meczu doprowadzili do kolejnego remisu (64:64). Problemy z przewinieniami sprawiły jednak, że końcówka kwarty była lepsza dla gospodarzy, którzy po rzutach wolnych Penavy prowadzili po 30 minutach 66:64.
Decydująca, czwarta kwarta należała do Noah Kirkwooda. Zawodnik Śląska przejął odpowiedzialność w ataku i poprowadził swój zespół do zwycięstwa. Zastal walczył do ostatnich sekund, jednak dał się we znaki brak Chavaughna Lewisa, który nie wystąpił w tym spotkaniu z powodu bólu pleców. Rolę lidera ofensywy przejął Andy Mazurczak, który zakończył mecz jako najlepszy strzelec, zdobywając 22 punkty. Mimo ambitnej postawy gości, to Śląsk – przy głośnym dopingu własnej publiczności – utrzymał przewagę i zwyciężył 90:85.
WKS Śląsk Wrocław – Zastal Zielona Góra 90:85 (28:21, 13:22, 25:21, 24:21)
Śląsk: Djordjević 16, Kirkwood 15, Gray 15, Nizioł 13, Kulikowski 13, Urbaniak 8, Penava 5, Sanson 5, Wiśniewski 0, Coleman-Jones 0.
Zastal: Mazurczak 22, Cartier 15, Szumert 14, Woroniecki 14, Maughmer 7, Fayne 5, Garrison 4, Matczak 2, Sitnik 2, Sulima 0.
🏀 Zastalowcy.pl – o Zastalu od kibiców – dla kibiców

3 thoughts on “Emocji nie brakowało, ale wygrać się nie udało”